Podejrzewam, że większość użytkowników Windowsa znalazła się kiedyś w sytuacji, w której system po zbyt dużej ilości eksperymentów stał się niezdatny do użytku. Jednym z najprostszych rozwiązań jest wówczas wrzucenie doń metaforycznej zapalonej zapałki, pójście na kawę, następnie zaoranie tego, co zostało, i zainstalowanie wszystkiego od nowa. Postaram się podpowiedzieć, co zrobić, by proces ten zajął nam kilka godzin, a nie kilka dni.